Dzie smy (Namche Bazaar - Tengboche)

Zmierzamy do Tengboche, wedle opowieci jest to jeden z lepszych punktow widokowych w tej czci Khumbu. Mamy wtpliwoci, zwaszcza, e pierwszy odcinek drogi to marzenie fotografa ksztatek aluminiowych - biae to i wiato rozproszone do granic przyzwoitoci. Oczywicie jak mawia Kajko nie ma takich warunkw, ktrych nie poprawiaby naga modelka, ale tu niestety wychodz na jaw pierwsze przeoczenia podczas pakowania.

Droga do Tengboche ukasz odmawia robienia na zastpstwo i oddaje si fotografii przyrodniczej w jej pierwotnej formie i wypity na szlak i przechodzcych trekkerw uwiecznia kozice.

Na miejscu nadal chmury, ale jest Gompa. W rodku mnisi z mrwcz cierpliwoci sypi mandale, zbierajc przy okazji datki. Zostajemy na pierwszej czci ceremonii, dostpnej dla turystw. Robi zdjcie swoich skarpet, udane.

Jest internet, z ktrego nie mam cierpliwoci korzysta i cukiernia, ktra wybitnie poprawia nam humor. Poznajemy te kobiet, ktra czeka na powrt swojej grupy po urazie plecw i Hindusa, ktry odczy si od przyjaci bo za nimi nie nada. Mona podrowa na wiele sposobw, ale zostawianie sabszych i wolniejszych to jeden z mniej chwalebnych. Rozmawiam z nim chwil przy iluzorycznym i nie dajcym wiele nadziej na zmiane pogody wietle gwiazd. Kolejna ju osoba, ktra uznaje za swj cel dotrze do Everest Base Camp. Postanawiam wyznacza sobie cele bardziej zwizane z ciastem czekoladowym.

Dzie smy (wersja alternatywna ukasza)

Micha wrcz biega po tych grach w swojej czci, wic napisz troch wicej o samej drodze do Tengboche.

Poranek nie jest zachcajcy - ze snu budzi mnie warkot mojego budzika - lekko podnosz swoj gow i z przeklestwem na ustach kad si spa. Pomimo wczesnej godziny (5.40) ju wiem, e wschodu nie bdzie i Soce pozostanie za chmurami. Mam wielk nadziej, e Soce si nad nami wreszcie zlituje, a chmury podnios si wystarczajco wysoko. W kocu przelecielimy adne kilka tysicy kilometrw, a wszystko po to, aby zrobi kilka dobrych zdj.

Z niejakim ociaganiem ruszamy do Tengboche - wszake wiemy doskonale, e Namche Bazaar to ostatni cywilizacyjny przyczuek w tym rejonie wiata, a pniej bdzie coraz gorzej.

Droga do Tengboche (ukasz Kuczkowski) Pocztkowo droga wcale nie przypomina grskiego szlaku - jest szeroka niczym porzdna wiejska droga i lekko wspina si pod gr. Co prawda mona w kadej chwili si z niej sturla kilkaset metrw w d, ale nic to dla miakw :-). Jest zimno co zmusza nas do szybkiego marszu. Chmury cigle wisz nam nad gowami. Wyglda to niesamowicie - mam wraenie, e tu za granic chmur jest inny wiat (by moe z "Mgy" Stephana Kinga :-). Z braku Soca i krajobrazw uwziem si na kozice, ktre niezraone nasz obecnoci dostojnie siedz sobie na skaach. Tu wychodz braki sprztowe - 300 mm obiektyw okazuje si zbyt krtki, a podejcie bliej oznacza wezwaniem helikoptera ratunkowego z czarnym workiem.

Chmury, wszdzie chmury (ukasz Kuczkowski) Gdzie pod nami przelewaj si masy rzeki Dudi Kosi. Niestety, aby osign nasz dzisiejszy cel musimy zej te kilkaset metw w d, a pniej ostro podej pod gr. Nie napawa nas to optymizmem, tym bardziej, e sprzt ciy nam na plecach. Ach, jakeby chiao si przerzuci chocia kilka obiektyww na barki naszych tragarzy :-). Mijamy niewielkie wioski i pojedycze chaupy - wszdzie spotykamy dzieci, ktre oczywicie maj wielki fun z turystw. W jednej z takich wiosek "wypstrykaem" na dzieciaki prawie ca rolk slajdu - ale pozy i miny byy tak niesamowite, e nie mogem si powstrzyma. I jak chtnie pozoway do aparatu.

Dochodzimy do mynkw modlitewnych napdzanych wod ze strumienia - pech chcia, e wody w strumieniu zabrako i mynki si nie krc. Szkoda - miaem w gowie kilka uj.

Rwce wody Duda Kosi (ukasz Kuczkowski) Na drodze widocze s te kosze na mieci. Cel szczytny - ograniczy liczb mieci w parku. Jak wynika jednak z moich obserwacji powyszy cel nie obowizuje jednak samych Nepalczykw, ktrzy wyrzucaj mieci wszdzie tylko nie do koszy. Bd jeszcze tego aowa. Zastanawiam si te co si dzieje z caymi tymi mieciami w wyszych partiach gr? Czy s jako znoszone w d, czy te zakopywane? Wiadomo, e prowadzenie lodgy musi wiza si z produkcj gry mieci.

Po mynkach nie czas ju na gbsze mylenie - zaczyna si podejcie i trzeba si na nim skupi, aby zminimalizowa wysiek energetyczny. A wiadomo ile mzg zjada energi podczas mylenia :-). Wyczam wic wszystkie komrki poza t przysowiow jedn i mozolnie pn si do gry. Po bagatela dwch godzinach podejcia otwiera si przed nami widok wioski Tengboche. Wreszcie, bo plecy ju ostro upi.

Gompa (ukasz Kuczkowski) Wioska jest zbudowana na zasadzie placu otoczonego kilkoma budynkami - plac jest cakiem spory, a budynkw niewiele, s za to przybytki cywilizacji z najprawdziwsz cukierni, ktra odgrywa rol lokalnego miejsca spotka. Podaj tam przepyszne ciastka. Najwaniejszym budynkiem wioski jest oczywicie Gompa - podobno najwiksza w Nepalu. Spona ju trzy razy, ale za kadym razem zostao odbudowana. Sama wioska mnie jednak mocno rozczarowuje - by moe to wpyw wiszcych chmur, braku wiata i sczcego si z nieba deszczu. Wszystko spowija mga, a na horyzoncie nawet nie majaczy jakakolwiek gra. Ogarnia mnie niesamowita apatia i mam objawy depresji pogodowej. Jestem nieziemsko wkurzony i co tam mamrocz w kierunku wiadomo kogo. Teraz to brzmi zabawnie, ale wtedy nie byo mi do miechu. Obawiaem si bowiem, e taka bdzie caa nasza wyprawa.

Meldujemy si w lodgy nalecej do klasztoru - pokoik wyglda niczym mnisia cela - tak 2,5mx2. Jest oczywicie zimno.

W Gompie (ukasz Kuczkowski) Niczym prawdziwi turyci po zrzuceniu z siebie plecakw idziemy do klasztoru. Tam jestem wiadkiem (po raz pierwszy w yciu) ukadania (usypywania?) mandali. Robota niesamowicie misterna, przy ktrej pracuje czterech mnichw. Sal wypenia zgrzyt metalu - mandale usupuje si bowiem w ten sposb, e do metalowego zwajcego si roka wsypuje si barwny proszek (piasek) i nastpnie pocierajc ten roek wprawa si go w drgania; w efekcie ziarenka pisku wypadaj z roka. W rkach mnicha taki roek to bardzo wydajne narzdzie (odgos usypywania mandali jest dostepny pod tym linkiem). Nie trudno sobie wyobrazi jak duy musi by nakad pracy przy tworzeniu takiej mandali skoro mieni si ona dziesitkami kolorw i ma rednic jednego metra.

Proszek do mandali (ukasz Kuczkowski) Okazuje si, e o godzinie 15 ma rozpocz si ceremonia modlitewna dostpna dla turystw. Zasiadamy zatem na pododze i wraz z dziesitk innych turystw przygldamy si modlcym si mnichom. Odgosy mnichw powtarzajcych modlitw jak mantr potrafi wprawi czowieka w stan zawieszenia, gdzie na granicy nieba i ziemi. Uczucie niesamowite.

Resztki dnia wypeniaj nam sodkoci z cukierni i gra w karty. Na noc zaszywamy si w nasze ciepe piwory - staram si nie wyciuba nawet nosa spoza ochronnej warstwy puchu.







Copyright © Lukasz Kuczkowski i Michal Rzeszewski
Copyright © (zdjcia) ukasz Kuczkowski, Micha Rzeszewski i Piotr ycki (banner, strona gwna)