Dzie dziesity (Dingboche - aklimatyzacja)

Dzie aklimatyzacyjny w Dingboche okazuje si doskonaym pomysem. Okazuje si, nie bybym w stanie podej dalej.

Po wschodzie (ukasz Kuczkowski) Rano ukasz wyrzuca mnie z ka i okazuje si, e susznie. Jest do ciekawie, cho krtko. Niesamowicie niebieskie chmury (wyszy znakomicie, wbrew czarnowidztwu ukasza...). Stoimy sobie na morenie, a w dole dzieci id do szkoy oddalonej o odlego dla nas niewyobraaln.

Po niadaniu wycieczka do pooonej duo wyej gompy. Po okoo 100 metrach zaczyna si bl gowy, chwilami potworny, ale powoli id do gry. W poowie drogi zatrzymujemy si na sesj zdjciow z banerem sponsora, duo radoci tak dla nas jak i dla towarzyszcych nam Karmy i Krishny, spowodowanej wysikami przy montowaniu sprztu i walk z blend przy silnym wietrze :). Potem jednak trzeba znowu pi si do gry, powoli krok za krokiem. Wreszcie jestemy - niesamowita, malutka pustelnia z dachem zbudowanym z upkw (popoularna technika w tym regionie jednak nie chciabym spa pod dachem, ktry way tyle co taka konstrukcja). Chyba wida po mnie jak si czuj.

Schodzimy w d, ukasz i Krishna wdruj dalej grani do nastpnego punktu wycieczki, ja rezygnuj, a Kharma mi towarzyszy. Kady krok odbija si echem w mojej gowie jakbym dosta opat w potylic. Na dole jestem ju tylko w stanie doczapa si do ka, wzi tabletk przeciwblow i pooy si spa. Trudno, straciem szans sfotografowania suszcej si na socu marchwi. Poniej okazao si, ze ubieg mnie ukasz:)

Wieczorem po raz kolejny umacniamy si w przekonaniu, e Niemcy jadaj wycznie ziemniaki. Mi gr w karty zakcaj tylko rozwaania, czy bd w stanie i jutro do Chuckung. Jeli nadal bdzie kiepsko, to i rozsdek i K&K zalecaj abym zosta. Zobaczymy.

Dzie dziesity (wersja alternatywna ukasza)

Nasze pobudki to dla nas ciki chleb. Trzeba wsta ok. 5.30 i z ciepego piwora od razu wskoczy w temperatur czsto blisk zeru. Mona si domyli, jaki szok przeywa nasz organizm. W perspektywie na zewntrz jest jeszcze zimniej i czsto po okolicznych wzgrzach hula wiatr, wic na piam narzucam spodnie polarowe, polar, softshell i kurtk. Do tego rkawice, czapk i kominiark oraz grub warstw kremu. Aby byo atwiej czc tych rzeczy trzymam w piworze. Po kilku porankach wstawanie opanowaem ju do perfekcji i cao zajmuje mi ok. 10 min :-).

Ten poranek nie zapowiada si rewelacyjnie, ale udao nam si zrobi kilka zdj. Pocztkowo jest duo chmur z lokalnymi dziurami postanawiam wic podej troch wyej. Raptem 20 m w pionie, ale te 20 metrw prawie mnie wykacza. Oglnie chodze z coraz wikszym wysikiem - oddycha si coraz trudniej, a sprzt na plecach take robi swoje. Opacio si jednak i widoki byy o wiele lepsze. Znalelimy te lokaln stacj meteorologiczn zasilan energi soneczn. Zapewne przez cz dni nie dziaa z powodu braku soca :-).

W drodze do gompy (ukasz Kuczkowski) Dzi dzie aklimatyzacyjny wic nie musimy si nigdzie spieszy. Wypogadza si. Peni optymimzmu ruszamy zatem na okoliczne wzgrza. Naszym celem jest dzisiaj niezamieszkaa gompa Nagartsang, ktra wznosi si na wysokoci ok. 4800 m n.p.m. W sumie mamy do pokonania ok. 400 m wysokoci. cieka widoczna wycznie przez naszych przewodnikw wije si ostro w gr. Widoki s przepikne - Ama Dablan mamy prawie na wycignicie rki, gdzie w oddali majaczy pikny Noo z bajeczn struktur swojej biaej ciany, jeszcze dalej - wierzchoek Makalu, pitej gry wiata. Dolina Imja w kierunku Chuckung prezentuje si doskonale. Czsto odpoczywamy, poniewa droga w gr jest naprawd wymagajca, a nasze puca nie nadaj.

Ama Dablan w penej krasie (ukasz Kuczkowski) Na sesji zdjciowej okazuje si, e fotografia reklamowa jest naprawd trudna. Rozwijamy banery - i stajemy w obliczu silnego wiatru. Po wielu prbach na "supki" wykorzystujemy Karm i Krischn, ktrzy ze spokojem realizuj powierzone im zadania :-).

Dochodzimy wreszcie do cieki wykutej w skale. atwo z niej spa, wie idziemy bardzo ostronie. Zastanawiam si jak mnisi tutaj sobie radz. Naprawd wystarczy jeden nieostrony krok i jest si kilkanacie metrw niej poobijany przez skay ostre niczym wieo naostrzone noe. Od tego wszystkiego krci mi si w glowie. Po kilkunastu minutach docieramy wreszcie do gompy. Jest wcinita w ska. Skada si z kilku luno ze sob poczonych budynkw. Niestety wszystko jest zamknite, ale cao robi dosy przygnbiajce wraenie. Musi byc tam niezwykle zimno, wilgotno i ciemno. Przypominaj mi si budynki mnichw na wietrznej Skellig Michael w Irlandii. Nie wyobraam sobie ycia na tej maej wyspie pord surowych ska i mronych powieww z Ama Dablan, ktra wznosi si po drugiej stronie doliny. Wszystko trzeba tutaj wnie na swoich wasnych plecach ryzykujc upadek. By moe wszystko rekompensuj widoki. Gry z tego miejsca s niesamowicie majestatyczne i niewtpliwie su medytacji. Chtnie zostabym tutaj kilka dni. Po raz pierwszy mam wraenie, e jestemy blisko dachu wiata (powiedzmy, e na strychu :-).

Stoki (ukasz Kuczkowski) Odpoczywamy i robimy zdjcia (znowu reklamwki :-). Nagle zaniepokojony Krischna oznajmia mi swoj aman angielszczyzn, e z Michaem chyba jest co nie tak. No i rzeczywicie - kompan ley i wyglda troch bez ycia. Diagnoza moe by tylko jedna - choroba wysokociowa. Bez gadania postanawiamy schodzi w d - oby szybciej straci wysoko. Wybieramy inn drog, aby byo nieco atwiej (cho duej). Schodzc grani Krischna pyta, czy nie chcemy troch odej w bok, aby zobaczy dolin w kierunku Lobuche. Wyraam zainteresowanie, ale Micha ledwo idzie. Dzielimy si zatem na dwa zespoy - Karma eskortuje Michaa w d, ja z Krischn odbijamy w bok i zaczynamy znowu si wspina. Mam wielk nadziej, e w wiosce Michaowi bl gowy minie. Na szczcie mamy w zapasie kilka dni, ktre moemy powici na dodatkow aklimatyzacj. Codziennie wspomagamy si take lekami wanie po to, aby choroba nas nie dopada. Jak wida jednak nie zawsze jest to skuteczne. Po 10 minutach dochodzimy do celu. Trudno mi opisa widoki (powoli wyczerpuje mi si zasb sw). Tawoche (6542), Cholatse (6440) oraz Arakamtse (6423) gruj nad wejciem do doliny niczym stranicy strzegcy najwikszych skarbw. Tym skarbem jest oczywicie Najwyszy Szczyt, miejsce Bogw, ktry wznosi si gdzie tam u koca doliny. W oddali doskonale widoczny jest te Lobuche, u stp ktrego przycupnea maleka osada o tej samej nazwie. Dolina cignie si a po sam horyzont, ktry zamykaj szczyty pokryte niegiem. Siedzimy i kontemplujemy widoki. Nie trzeba jakichkolwiek sw. Powoli wracamy do Dingboche.

Noo (ukasz Kuczkowski) W naszym pokoju zastaj Michaa - wyglda jakby wanie umiera. Sugeruj mu pokn poow naszej apteczki i i spa. To jedyne co mona tutaj zrobi. Sam zabieram si za pranie w lokalnym strumieniu. Woda jest tak lodowata, e po chwili nie mog ju prawie rusza palcami. Pranie przebiega zatem w ekspresowym tempie. Prbuj rwnie dodzwoni si telefonem satelitarnym do mojej ony, ale nic z tego. Satelity s chyba zbyt nisko i nie udaje mi si zapa adnego sygnau. Soce cay czas moco grzeje, wycigam si zatem niczym jaszczurka na kamieniach i zaywam sonecznej kapieli. Od czasu do czasu za pomoc dugiej lufy ogldam sobie Ama Dablan i pomniejsze szczyty.

Po kilkugodzinym nie Micha wyglda ju troch lepiej i tak te si czuje. To napawa optymizmem. Z zachodu nici - z dna doliny nadcigny ju chmury i zasnuy cae niebo. Oddajemy si zatem jedzeniu. Goci niewielu - szczeglnie brakuje Niemcw i ich ziemniaczanych przyzwyczaje :-). Wieczorem si pakujemy. Ledwo co wsunem sie do piwora, zaraz zasypiam. Jestem nieludzko zmczony.







Copyright © Lukasz Kuczkowski i Michal Rzeszewski
Copyright © (zdjcia) ukasz Kuczkowski, Micha Rzeszewski i Piotr ycki (banner, strona gwna)