Praktykalia - na miejscu

Lotnisko w Kathmandu - u mie (Łukasz) przyloty zawsze wywołują pewien poziom stresu i to wówczas najłatwiej mi podjąc jakąś nieodpowiednią decyzję (np. wziąść taksówkę, aby przejechać cały Cypr - to autentyczne zdarzenie). Tym razem (powiedziałem sobie) postanowiłem nie poddać się stresowi. Uznałem bowiem, że co dwie głowy (Michała i moja) to nie jedna (moja).

Lotnisko w Kathmandu nie jest duże, ale może zaskoczyć wilgotnością, duchotą i gorącem. Zważywszy, że musisz czekać w kolejce po wizę pierwsze odczucia nie są najprzyjemniejsze :-). Na lotniksu trzeba załatwić trzy rzeczy: (1) wiza (trzeba mieć zdjęcia paszportowe oraz 30 USD), (2) wymiana gotówki - nie należy wymieniać zbyt dużo ponieważ kantor pobiera prowizję (pomimo dobrego kursu), a w kantorach na Thamel-u takiej prowizji nie uświadczysz oraz (3) transport do miasta. I tu zaczyna się cały fun.

Przy wyjściu z lotniska mamy do wyboru taksówki opłacone (stała kwota 400 rupii) oraz taksówki inne :-). Bardzo szybko pojawia się też opcja taksówki za darmo z wizytą w proponowanym przez taksówkarza hotelu. Jeżeli zatrzymasz się w tym hotelu, to masz taksówkę za darmo. Początkowo byliśmy bardzo sceptyczni do tej ostatniej opcji ponieważ obawialiśmy się jakiegoś nędznego hotelu na obrzeżach Thamel-u i konieczności przemieszczania się po Thamel-u z całym bagażem w poszukiwaniu innego miejsca do spania. Ostatecznie jednak (po ostrych targach co do ceny) zaryzykowaliśmy i jak się okazało ... był to strzał w dziesiątkę.

Kathmandu - najważniejszą rzeczą po przylocie do Kathmandu jest oczywiście znalezienie miejsca do spania. Tu wybór jest oczywisty - tylko dzielnica Thamel ze względu na dostępność dóbr wszelakich i w miarę cywilizowane warunki (co kto lubi). Odradzam spanie w hotelach/hostelach położonych przy głównych ulicach - zarówno w dzień, jak i do późnych godzin nocnych hałas jest niesamowity (głównie klaksony samochodów; i nie zmieniło tego ogłoszenie Thamel-u strefą pieszą). Warto poszukać czegoś w bocznych uliczkach.

Nam udało się znaleść miejsce w hotelu Magnificent View. Hotel czysty, dobrze położony, z pełną obsługą i z ładnym tarasem na dachu budynku. Jedyny minus (w pokojach przy klatce schodowej) to hałas powracających gości. Hotel tak nam się spodobał, że po porocie z trekingu znowu w nim zamieszkaliśmy. Oczywiście warto się targować :-).

Targowanie się to rzecz normalna w Kathmandu. Nie wyobrażam sobie (poza restauracjami) kupować czegokolwiek bez targowania się. A że każdy chce zarobić jak najwięcej, to i początkowe ceny często bywają bardzo wysokie. Doskonałym przykładem jest casus słonika. Cena wyjściowa za figurkę słonika wynosiła 700 rupii. Była to cena tak absurdalna, iż pomimo tego, że tak do końca nie chciałem słonika kupować postanowiełm się potargować. Przyjąłem, że słonik jest dla mnie warty nie więcej niż 150 rupii. Ostatecznie stanęło na 120 rupiach i słoń przyjechał do Polski :-). Z koleji Szerpowie nie mają zwyczaju targować się i w wielu wioskach działa coś na kształ zmowy cenowej - w większości sklepów cena jest taka sama.

Na Thamel-u spokojnie można kupić wiele rzeczy w lokalnych sklepach - marketach. Wiadomo, że są to sklepy dla turystów i cena w nich jest nieco wyższa niż w sklepach położonych w innych dzielnicach, ale coś za coś. Wybór jest stosunkowo duży.

Środki komunikacji są trzy: (1) własne nogi - można na nich zajść bardzo daleko, ale trzeba wziąść pod uwagę ruch uliczny, który wydaje się nie do opanowania, pył, spiekotę oraz nieustanny hałas. Na to wszystko nakłada się poczucie, że każdy Nepalczyk, który prowadzi co najmniej rikszę chce cię zabić :-); na nogach można pochodzić na Thamelu czy przylegających dzielnicach, ale gdzieś dalej warto wziąśc choćby rikszę; (2) riksza to oczywiście taki rower z dużym siedziskiem napędzany siłą mięśni; z naszego doświadczenia wynika, że dwie osoby w rikszy i małe pochylenie terenu to już stanowczo za dużo na riksiarza i człowiekowi się przykro robi, gdy patrzy jak riksiarz się męczy; tym samym rikszą warto jezdzić po plaskim terenie; (3) taxi - stosunkowo tani środek transportu, choć zawsze warto się targować (nawet pod lotniskiem gdzie ceny są niby urzędowe); taksówek jest bardzo dużo i większość wygląda podobnie (białe i małe); już sama jazda po zatłoczonych ulicach jest przeżyciem samym w sobie; nigdy nie jeździliśmy na licznik - zawsze na umówioną stawkę.

Zakupy - już na miejscu często okazuje się, że nie zabraliśmy połowy potrzebnych rzeczy. Nawet jeżeli taka sytuacja przydarzy Wam się w Nepalu, to nie ma się czym przejmować. Na Thamel-u można kupić wieloraki sprzęt sportowy i turystyczny, oczywiście "oryginalny inaczej". Ceny nie są wysokie, ale coś za coś - niska cena, niska jakość. Znaleźliśmy też dwa sklepy z oryginalną odzieżą zachodnich marek, ale tam ceny już były na normalnym poziomie.

Wysokie góry - tam wszystko się zmienia :-), ale o tym w relacji.






Copyright © Lukasz Kuczkowski i Michal Rzeszewski
Copyright © (zdjęcia) Łukasz Kuczkowski, Michał Rzeszewski i Piotr Życki (banner, strona główna)