Co nowego
To ju koniec relacji
(1 February 2009)

Wreszcie udało nam się zakończyć nasza relację z wyprawy. Czy było warto? Czas pokaże. Pamięć jest jednak zawodna i zapewne miło będzie nam po latach wrócić do tych czasów czytając nasze własne słowa. Cieszę się również, że tak wiele osób odwiedziło do tej pory naszą stronę (ponad 50 tysięcy przeładowań) - mam nadzieję, że choć części z Was spodobała się nasza opowieść i nasze zdjęcia.

Mam również nadzieję, że Michał postawi wkrótce jakąś galerię - podobno są już nawet skany :-).

A tymczasem, czas pochylić się nad mapą ... znowu góry, znowu śnieg, jeszcze zimniej. I slajd w puszce :-)

Ostatki :-)
(3 grudnia 2008)

Obecnie trwają prace nad ostatnią częścią relacji (tu będziemy mocno improwizować :-). Obrabiam też zdjęcia z Kathmandu. Stay tuned :-)

Wizje Natury 2008
(3 grudnia 2008)

W ostatni weekend listopada miałem przyjemność uczestniczyć jako Gość w festiwalu Wizje Natury 2008 z prezentacją dotyczącą naszej wyprawy w Himalaje.

Pokaz się odbył i spotkał się z miłym oddźwiękiem publiczności za co Wszystkim obecnym serdecznie dziękuję.

Konsekwencją pokazu są dwa zaproszenia - już niedługo kolejna prezentacja w Poznaniu i we Wrocławiu.

Schodzimy z gór
(27 września 2008)

Pojawiła się ostatnia część górskiej relacji z naszej wyprawy. Ponadto w dziale "Galeria" dostępne są nowe zdjęcia. Serdecznie zapraszamy!

Dalsza część
(27 July 2008)

Kolejne części relacji są już dostępne on-line. Tym razem opisujemy nasze zmagania z "Górą Gór" i w "Bajkowej Dolinie". Serdecznie zapraszamy.

W Galerii pojawiły się także czarno-białe zdjęcia Michała. Polecam!

Pierwsza galeria
(7 July 2008)

Dodaliśmy właśnie pierwszą galerię, na którą składają się, jak na razie, zdjęcia prezentowane podczas pokazu "Tam gdzie Ziemie sięga Nieba".

Okazuje się, że pisanie relacji w natłoku pracy, remontów i innych zajęć nie jest wcale takie łatwe. Ale działamy na tym polu :-). (Łukasz)

W cieniu Lothse
(21 May 2008)

Zapraszamy do kolejnej części relacji - "W cieniu Lothse". (Łukasz)

Pierwsze pokazy - już po!
(10 May 2008)

Pierwsze pokazy już na nami (za mną raczej :-). Dziękuję Wszystkim, którzy pojawili się na pokazach w "Głośnej Samotności" - stworzyliście fajną atmosferę, dzięki czemu było mi trochę łatwiej prezentować wyprawę.

Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiej frekwencji - sala była wypełniona po brzegi (dosłownie), a wiele osób niestety nie miało możliwości zobaczenia pokazów. Mam nadzieję, że następnym razem się uda :-).

Ogólnie pokazy przeplatane opisem co ciekawszych elementów wyprawy trwały 2 godziny. Nie wiem, czy to długo, czy krótko - jestem ciekawy Waszych wrażeń z pokazów :-).

Szczególne podziękowania dla Sklepów "Horyzont" oraz Klubo-Kawiarni "Głośna Samotność" za zorganizowanie pokazu! (Łukasz)


Pierwszy pokaz slajdów
(23 April 2008)

Wraz z siecią sklepów Horyzont oraz poznańską Klubo-Kawiarnią "Głośna Samotność" zapraszamy na pierwszy pokaz slajdów z naszej fotograficznej wyprawy w Himalaje.

Pokaz odbędzie się w dniu 7 maja (środa) w Klubo-Kawiarni "Głośna Samotność" w Poznaniu przy ulicy Ratajczaka 18 tuż przy wejściu do Pasażu Apollo. Zaczynamy o godz. 20.00.

W planie jest pięć pokazów z muzyką . Między pokazami będzie można posłuchać co nieco o naszej wyprawie. Niestety z przyczyn wyższych Michała nie będzie i cała imprezę poprowadzę osobiście (następną poprowadzi ON :-).

Szczegóły: http://www.glosnasamotnosc.pl

A dla naprawdę spragnionych mały pokaz odbędzie się w ramach konkursu organizowanego w ramach poznańskiego festiwalu turystycznego "Na Szagę" w ten piątek (25 kwietnia) od godz. 16.00. Więcej informacji znajdziecie na stronie festiwalu: http://www.naszage.pl

Serdecznie zapraszamy! (Łukasz)

Kolejna część - Ku wysokim górom
(20 April 2008)

Przepraszamy wszystkich za te opóźnienia. Niestety natłok zajęć i pracy, a także wyprawa do Nowej Zelandii nie pozwoliły nam się zająć relacją do końca. Ale postaramy się to nadrobić - już dzisiaj kolejna część relacji (3 kolejne dni) i kilka zdjęć.

Ponadto kończą się właśnie prace nad pokazami slajdów. Pierwszy pokaz już 7 maja w Poznaniu - wkrótce szczegóły :-).

Na pociechę dwa kolejne zdjęcia z gór wysokich :-)


Kołderka Wśród chmur


Relacja - częściowo już dostępna
(28 February 2008)

Wreszcie, po kilku tygodniach światło dzienne ujrzały dwie pierwsze części naszej relacji. Jest też trochę zdjęć, choć nie są nasze najlepsze zdjęcia (ale też nie najgorsze :-). W przygotowaniu jest już kolejna trzecia część, mamy też zeskanowane do niej zdjęcia, więc mamy nadzieję, że będzie dostępna już wkrótce.

Najdłużej niestety trwała obróbka zdjęć - nadal nie przypominają tego co widzimy na rzutniku, a najgorsze, że u każdego z Was będą wyglądały inaczej ;-(. Aby docenić slajdy trzeba zatem przyjechać na pokazy - już wkrótce więcej informacji co, gdzie i jak.

Tymczasem zapraszamy do czytania.
(Michał i Łukasz)


Zapraszamy na relację


Kolejne trzy zdjęcia
(25 February 2008)

Tym razem trzy zdjęcia czarno-białe z mojej strony. Pierwsza część relacji już chyba dojrzała:) Michał.

Cho Oyo o świcie Rzeźba na Durbar Square Ama Dablam w chmurach


Trzy zdjęcia :-)
(13 February 2008)

Wiemy, że wielu z Was czeka z niecierpliwością na zdjęcia i relację - robimy co możemy (mieliśmy problem ze skanerzystą ;-(. Kończymy właśnie pierwszą część relacji. Na pocieszenie trzy zdjęcia - nie są one najlepsze, ale te mamy zeskanowane :-).

Wschód Gigantów Zachód na Gokyo Ri Trzecie jeziorko


Skanowanie
(15 Stycznia 2008)

Relacja z pierwszej części jest już w zasadzie skończona. Wybraliśmy także slajdy do tej części. Skanowanie się jednak trochę opóźnia, gdyż jeden z głównych skanerzystów w Polsce wycofał się właśnie z biznesu dla konsumentów ;-(. Tak więc pierwsze skany będą zapewne najszybciej w przyszłym tygodniu.

W Praktykaliach dostępny jest również tekst o przewodnikach i mapach. Już niedługo uzupełnimy go o albumy (Łukasz).

Slajdy zaramkowane!
(7 Stycznia 2008)

Ramkowanie slajdów zostało zakończone! Co prawda zaramkować trzeba jeszcze średni format, panoramę oraz czarno-białą Agfa Scala, ale to już inna historia :-). Slajdy są też opisane. Im dłużej je oglądam, tym bardziej mi się podobają , choć jest też parę miejsc, które bym powtórzył. Jako, że Michał już też swoje slajdy zaramkował, to niedługo pewnie zaczniemy składać pokazy oraz wybierzemy slajdy do relacji (Łukasz).

Na miejscu
(7 Stycznia 2008)

W "Praktykaliach" dodaliśmy kilka słów o praktycznym pobycie w Kathmandu (Łukasz).

Co dalej?
(20 grudnia 2007)

Ostatnio otrzymałem wiele e-maili z pytaniem kiedy będą zdjęcia na stronie. Dziękujemy za zainteresowanie. Wyjaśniam zatem, że proces trwa :-). Slajdy są już wywołane i właśnie się prostują w opasłych tomiskach. Zapewne pod koniec miesiąca będą ramkowane, później trochę czasu zajmie nam ułożenie pokazów, muzyka, itp. Pierwsze pokazy. I dopiero na samym końcu skany. Myślę więc, że na naszej stronie zdjęcia pokażą się nie prędzej niż w lutym.

Pierwsze reklamowe pokazy już się odbyły i jak to reklama wzbudziły spore zainteresowanie wśród oglądających :-)(łącznie ok. 70 osób). Zapowiada się zatem ciekawie.

Sprzęt a sprawa Michała
(28 listopada 2007)

Komentarz Michała dotyczący naszego sprzętu jest już na stronie. Serdecznie zapraszam na inne spojrzenie :-) - dział "Praktykalia" (Łukasz).

Już są!
(27 listopada 2007)

Od kilku dni ślęczę nad slajdami i przeglądarką i śledzę nasze fotograficzne wyczyny. W moich rękach jest już kilkanaście rolek slajdów. Już teraz (nie widząc jeszcze wszystkich rolek) mogę powiedzieć, że fotograficzny cel wyjazdu został zrealizowany, przywieźliśmy bowiem naprawdę kilka dobrych zdjęć :-). Michał co prawda jeszcze zdjęć nie widział, ale myślę, że podzieli moją opinię :-). Czekamy na resztę rolek.

Pierwsze slajdy ujrzały światło :-)
(25 listopada 2007)

Problemy natury technicznej nieco opóźniły wywoływanie slajdów (tu podziękowania dla Adama za jego poświęcenie w rozwiązaniu problemu), ale w czwartek pierwsze rolki zostały wywołane i podobno (podobno ponieważ sam jeszcze ich nie widziałem) jest nieźle, a nawet bardzo dobrze :-) (Łukasz).

Uzupełnienie strony
(19 listopada 2007)

W dziale "praktykalia" pojawiły się informacje o używanym przez nas w górach sprzęcie. Ponadto uzupełniliśmy informacje o apteczce i chorobach.

Obecnie cały czas czekamy na slajdy - problemy z prądem nieco opóźniły wołanie. Mamy nadzieję, że slajdy ujrzą światło dzienne już w nadchodzącym tygodniu.

Powoli powstaje również nasza relacja (Łukasz).

Się dzieje :-)
(6 listopada 2007)

Pierwszy dzień w pracy :-). Spędziłem go głównie opowiadając jak, co i gdzie, zachęcając jednocześnie koleżanki i kolegów do podjęcia takiej wyprawy.

Rolki zostały dzisiaj oddane we właściwe ręce i słuchy niosą, że pierwsze wołania nastąpią jeszcze w tym tygodniu. Czekam z niecierpliwością (Michał z pewnością również).

Także dzisiaj zamówiłem u naszych zachodnich sąsiadów ramki do slajdów i paczka zapewne niedługo trafi pod strzechy.

No i "zabookowano" dzisiaj pierwszy pokaz :-). (Łukasz)

Rolki, rolki i jeszcze raz rolki
(4 listopada 2007)

A teraz będzie o zdjęciach :-). Fakt pierwszy: mamy trochę zdjęć - łącznie będzie prawie 100 rolek. Być może to dużo, być może to mało. Zobaczymy co jest na tych rolkach - w końcu mieliśmy w planach kilka dobrych zdjęć :-).

Trochę to jednak potrwa nim upublicznimy na stronie nasze zdjęcia. Proces jest bowiem długi: wywołanie, prostowanie, wybór, ramkowanie, skanowanie, obróbka, załadowanie na stronę. Myślę, że w grudniu efekty będą już widoczne. W międzyczasie powstanie nasza relacja z wyprawy. Nasze notatniki są bowiem pełne treści, złotych myśli, przemyśleń. Stay tuned :-). (Łukasz)

I już w domu :-)
(4 listopada 2007)

Po przeszło 32 godzinach podróży jesteśmy już w domu. A może dłużej? Trudno mi ocenić - strefy czasowe czynią tą arytmetykę bardzo skomplikowaną :-). Loty minęły bez większych wydarzeń - British Airways stanęła na wysokości zadania. Guinness na Heathrow smakował znakomicie :-).

Na wysokości zadania stanęli też niestety niektórzy nasi rodacy, którzy bardzo szybko nam przypomnieli, że kultura i dobre zachowanie to pojęcia co najmniej obce i dziwne. Przyznam szczerze, że powroty do Polski zawsze kojarzą mi się z jakąś taką traumą. Ach gdyby tak angielską uprzejmość zaszczepić na polski grunt!

Jutro powrót do rzeczywistości :-). Stęskniłem się nawet za pracą i z wielką przyjemnością przekroczę progi kancelarii :-). Wiem, że to brzmi jak herezja, ale to już jest - praca zajmuje w życiu człowieka bardzo ważną rolę i nie wyobrażam sobie bez niej życia :-). (Łukasz)

Delhi i lotnisko
(3 listopada 2007)

Uff, jestesmy juz w Delhi. Kathmandu, to istny Zurich przy Delhi. Delhi to chaos. Lotnisko dziala tak, jakby co pol godziny wybuchala tu bomba. Czekamy na nasze bagaze juz 4 godziny - trzeba bowiem powiedziec, ze nie ma tutaj transfer zone - tzn. jest ale dziala po hindusku. Istne pieklo. Teraz siedzimy w lodgy BA i wracamy powoli do cywilizacji czytajac angielska prase :-).

Aby jednak oddac sprawedliwosci, w Kathmandu mielismy trzy razy security check in. Nikt nikomu tam nie ufa. (Lukasz)

Troche o Sloniu
(1 listopada 2007)

Dzisiejszego poranka okazalo sie, ze Michal, tfu Yeti, gdzies zniknal w oparach lazienki. Wynurzyl sie Ktos inny. Bez brody. AAAAAAA. Ten krzyk cisnal mi sie na ustach, jako ze nie moglem poznac tej nowej osoby. Niby Michal, ale tak do konca nie on. Wyladnial jakos i wyprzystojnial. Odjelo mu po prostu z 5 lat. I to wszystko przez trekking! Potwierdza sie zatem teoria, ze dlugie wyjazdy sprzyjaja roznym rzeczom :-).

Dzien zaczal sie zatem bardzo ciekawie. Pozniej bylo jeszcze lepiej. Zadni kultury nepalskiej, postanowielismy odwiedzic muzeum na Durbar Square w Kathmandu. Muzeum poswiecone oczywiscie wspanialym wladcom Nepalu w liczbie trzech - czyli dziadek, ojciej i syn. Istny PRL! Dobrze, ze w poczatkach wieku fotografia i prasa w Nepalu nie byly rozpowszechnione, poniewaz nie wyszlibysmy stamtad o wlasnych silach. A tak udalo nam sie opuscic muzeum - niestety kosztem informacji o rozwoju kraju w latach 70-tych i roli owczesnego Krola w tym procesie. Nie przegapilismy natomiast wizyt zagranicznych, ani licznych wesel, spotkan, odwiedzin, pasowan na rycerzy itp. Ogolnie, zalawszy sie Cola w butelkach sprzet 50-ciu lat (moja byla prawie zmurszala) udalo nam sie jednak dojsc do siebie.

Pozniej mielismy przyjemnosc robic zakupy i korzystac z nowoczesnego glosowego terminalu akceptujacego karty kredytowe :-).

No i kupilem slonia. Slon jest duzy i duzo je (wedlug zapewnien sprzedawcy). Targowanie bylo okrutne i doszlo do 600% - jestem z siebie dumny :-). A slon jest cute i nie musi sie golic :-) (Lukasz)


Juz jutro...
(1 listopada 2007)

Juz jutro zaczynamy powrot do domu. Szczerze powiedziawszy prawie tydzien pobytu w Kathamndu dal sie nam we znaki, o czym moze swiadczyc fakt, iz dzisiaj musielismy pytac sie kelnera o dzien miesiaca w przeczuciu ze jeden dzien moglismy przegapic i lecimy za dwie godziny. Nic to. Jeszcze 11 godzin oczekiwania na lotnisku w Delhi, troche nerwow o bagaz i bedziemy w domu, gdzie trzeba bedzie planowac nastepne podroze. Do zobaczenia!

Cala prawda o Yetim
(29 października 2007)

Zaprzeczam! Nigdy, nawet w sekundzie nie wygladalem na Yeti. Natomiast owszem, Michal od samego poczatku chcial upodobnic sie do tego niewidzianego zwierzecia. I na ogol w gorach mu sie to udawalo :-).

W miescie jednak jest trudniej - brak sniego powoduje brak kamuflazu (w gorach Michl dodatkowo sie smarowal bialym kremem i wtapial sie w okoliczne lodowce). Dlatego dzisiaj ubral, tak macie racje - koszulke moro. Teraz kazdy kto o cos sie pyta/przysiada, pyta sie czy jestesmy z armii. Jak tylko pojawiamy sie w okolicach ambasady amerykanskiej to wyja syreny, a zolnierze czujniej trzymaja karabiny. Ogolnie poruszanie sie po miescie jest trudniejsze, a na dodatek dzisiaj chcial sie jeszcze obkupic w noze Gurkhow i straszyc dzieci na ulicy. Jest ciezko :-).

I pomyslec, ze za wszystko to odpowiadaz mis Uzatk i mis Coralgol i ich ciagaty wojaczki :-) (Lukasz)


Kathmandu dzien drugi
(29 października 2007)

Przyjemnie cieplo, nieprzyjemnie pylasto. Powoli zaczynamy organizowac nasze dni wokol posilkow, co chyba mozna uznac za pierwsze oznaki tesknoty za domem i wzbierajacej nudy. Ciezko po gorach przestawic sie na tryb zycia miasta, nawet tak tetniacego zyciem jak Kathmandu. Co do samych szczytow to w sloneczny dzien zaslania je stalowoszary smog:)

Przejazdzka riksza w miejskim ruchu dostarcza nie mniej wrazen niz pas startowy w Lukli...:)

Powoli zastanawiam sie czy nie pojsc w slady Lukasza i przestac wygladac jak Yeti (pozdrowienia dla Sztabu:) ) ale zwalczam pokuse, na razie skutecznie. (Michal)


6 dni w 45 minut
(28 października 2007)

dzisiaj dotarlismy do Kathmandu. nie trzeba oczywiscie dodawac, ze lecielismy z lukli nie swoim samolotem, kilka godzin przed planowanym rozpoczeciem naszego lotu, w towarzystwie Szkotow w spodniczce :-).

Nadal w Namcze
(26 października 2007)

Odpoczynek nas naprawde meczy - brakuje nam chodzenia i wspinaczki, kosci leza odlogiem, pluca sie nie mecza - jednym slowem maly koszmar :-). Jutro idziemy do Lukli, skad, jak niebo i chmury pozwola, wzbijemy sie w nepalskie niebo i wyladujemy w Kathmandu. I pozniej jeszcze kilka dni zwiedzenia Nepalu i powrot do domu :-). Pozdrawiam! (Lukasz)

Dzieki!
(25 października 2007)

Ja ze swej strony dziekuje wszytkim za wpisy w ksiedze gosci! Rady przyjalem i bede do nich przekonywal Lukasza:) Pierwsi spotkani Polacy poinformowali nas o wynikach i chyba bez browara sie nie obedzie.(Michal)


Namcze 2
(25 października 2007)

Wrocilismy do Namche - po prawie trzech tygodniach w gorach. Brody mamy po pas. Schudlismy w oczach i w talii. Dotykalismy Everestu, a Lothse bylo naszym przewodnikiem w dzien i w nocy. Wspinalismy sie, schodzilismy i wspinalismy sie. Zamarzalismy w Lobuche, aby sie ogrzac w ... (nie bylo takiego miejsca). Padalismy na skalach Gorak Sheep, aby za chwile miec zawroty glowy w obecnosci nieobecnych mnichow w cieniu Ama Dablan. Teraz odpoczywamy. I czytamy krotki przewodnik pilotowania Dornierow - taki sam jakim posluguja sie piloci latajacy na trasie Lukla - Kathmandu (lecimy za dwa dni). Pozdrawiamy! (Lukasz)

Minęła połowa
(17 października 2007)

Jak zapewne sie domyślacie czasy w miarę ciągłego kontaktu minęły razem z ostatnimi zabudowaniami Namche Bazar. Jakąś namiastką łączności są telefony satelitarne - o ile działają. A nawet jak działają, to można zrozumieć co piąte słowo. Tak więc na podstawie ostatniego telefonu i własnej dedukcji co do znaczenia niedosłyszanych słów donoszę, że nasi Podróżnicy są na wysokości Lobuche i po różnych przygodach z aklimatyzacją czują się dobrze.
Mija półmetek wyprawy. (Anonim)


Namche Bazaar
(11 października 2007)

Po dwoch dniach wedrowki dotarlismy wczoraj do Namche Bazaar - wrot do Solo Khumbu. Ostatnie podejscie bylo wiecej niz ciezkie - 700 m roznicy wysokosci, o wiele mniej tlenu w powietrzu, wysokosc 3450 m n.p.m. Nie bylo lekko (z calym tym sprzetem na plecach), ale jakos dalismy rade.
Dzisiaj z okolicznych chmur wylonil sie szczyt Ama Dablan - widok byl wrecz powalajacy.
Czujemy sie dobrze - czasam mamy problemy w wysokoscia, ale zwalczamy objawy chroby wysokogorskiej zgodnie z zaleceniami. Dzisiaj prawie przekroczylismy 4000 m n.p.m.
Jutro ruszamy dalej.
Do uslyszenia.

Chwilowa przerwa
(9 października 2007)

Chłopcy są już w Lukli - czują się dobrze i wygląda, że jak dotąd wszystko idzie według planu. Zawodzi jednak nepalski internet, więc czeka nas chwilowa przerwa w najnowszych wiadomościach.
Żałuję tego bardzo, ale cóż...
W imieniu Podróżników pozdrawiam i życzę sobie, Wam i Im jak najszybszego kontaktu wirtualnego (póki co:)). (Anonim)

Wsrod dymow... - wersja 1.1
(7 października 2007)

Z agencja mielismy szczescie, nie dosc ze byla to jedyna w ktorej chcieli na wynajac porterow z Lukli to jeszcze budzila w miare zaufanie.

Koszt pogrzebu moze i wydawac sie wysoki ale to tylko 10 000 rupii a na przyklad przygodnie poznany przewodnik kosztowal nas 1000 za jakas godzine zwiedzania, mimo ze deklarowal "You can pay me what You will". Tak wiec ma juz znacznie blizej do sumy niezbednej do pogrzebu dziadka. Niemniej bylo warto z niego skorzystac. Dobrze mowil po angielsku i opowiadal calkiem ciekawie, pokazal nam miedzy innymi Sadhiego slawe You Tube, ktory podniosl 70kg za pomoca swojego czlonka. Dowiedzielismy sie tez ze przynajmniej mlodsza czesc nepalczykow mysli o wiekszosci sadhich jako o dziadkach siedzacych w jaskiniach, fotografujacych sie z turystami za pieniadze i caly czas palacych marichuane i haszysz. Ale moze to zazdrosc, gdyz tylko ci dziadkowie moga to robic legalnie:)

Acha i mocno powyzej 20 to znaczy 30 :)



Wsrod dymu palonych cial
(7 października 2007)

Sobote przeznaczylismy na czesc organizacyjna - czyli zalatwienie tragarzy. Po przeszlo dwoch godzinach poszukiwania wlasciwej agencji na Thamel, znalezlismy w koncu taka, ktore nam oddpowiadala. Tragarzy mamy wiec juz zalatwionych - beda na nas czekali na lotnisku w Lukli.

Po tragarzach byl czas na male zakupy - okulary, rekawiczki, itp. - maja tu wlasciciwe wszystko - oczywiscie nie sa to oryginalne rzeczy :-). Ceny sa bardzo niskie.

Po zakupach postanowilismy zwiedzic Pashupati - czyli taki cmentarz nad swieta rzeka Bagmati. Oczywiscie ten cmentarz rozni sie od tych do ktorych jestesmy przyzwyczajeni. Wiekszosc cial bowiem zostaje spalona na specjalnych rampach polozonych nad sama woda, a ich prochy zostaja zrzucone do wody. Wokol polozone sa domy pielgrzymow, ktorzy przybywaja tutaj spedzic ostatnie godziny zycia. Najczesciej w swojej ostatniej godzinie zostaja zniesieni nad rzeke, w ktorej zanurza sie im stopy i podaje kubek wody ze swietej rzeki. Jak pisze Rough Guide, to wlasnie ten kubek wody najczesciej powoduje zgon - rzeka jest bowiem niesamowicie zanieczyszczona. Oczywiscie takze tutaj wystepuje podzial na biednych i bogatych - bogaci (m.in. czlonkowie rodziny krolewskiej) sa paleni w wyzszej czesci nurtu, podczas gdy biedacy w dolnej czesci nurtu. Sam pogrzeb jest jednak bardzo drogi nawet dla biednych - koszt to ok. 150 USD, co jest kwota bardzo wysoka jak na tutejsze standardy.

Miejsce robi niesamowite wrazenie, szczegolnie, gdy wokol plona ciala, swieci slonce, a jego promienie przebijaja sie przez duszacy i gryzacy dym.
W ceremoniach moga brac udzial wylacznie mezczyzni - kobiety bowiem placza i lamentuja, a przeciez smierc jest zaczatkiem lepszego zycia. Stad tez kobiety biora udzial w ceremoniach przed samym pogrzebem.

Spotkalismy jednak ludzi, ktorzy po swojej smierci nie zostana spaleni - to sadu - hinduscy asceci zyjacy zgodnie z regulami religii. Co prawda obecnie wiekszosc z nich wymienila religie na pieniadze od turystow za pozowanie do zdjec oraz marichuane, nie mniej jednak do twarzy im z dredami i pomalowana twarza :-). Tworza naprawde niezwykle zbiorowisko. Po swojej smierci sa chowani w ziemi i od razu ida do Nirvany - sadu jest ich ostatnim wcieleniem.

Poza tym, w Kathmandu jest bardzo goraco - mocno powyzej 20 stopni i zar leje sie z nieba. Juz nie moge sie doczekac gor :-)(Lukasz)


Wersja alternatywna
(5 października 2007)

Moja wersja sie troche rozni :-). Podroz owszem byla szybka - jedynie dwa dni. No ale Michal ma moze inna skale czasu :-). W Londynie okazuje sie, ze 3 godziny na przesiadke to wcale nie duzo. Delhi ..., o Delhi nie bede nic pisal - w kazdym razie nigdy nie widzialem tylu mezczyzn w jednym miejscu i to bez jednej kobiety! Nigdy tez nie widzialem tylu osob wpatrujacych sie w niewidoczny punkt gdzies na ich horyzoncie.

W Delhi, zamiast spedzic troche czasu w Executive Lounge Michal musial sie prawie rozebrac do rosolu przez trzema straznikami na security check. Nie bylo latwo. Zreszta wszyscy traktuja nas tu jako wojskowych - to pewnie przez ta koszulke moro Michala. Nawet zapoznany czlowiek z Kanady myslal, ze jestesmy z armii. Nie wiem, czy traktowac to jako komplement :-).

Kathmandu zrobilo na mnie mile wrazenie :-), moze poza ta cala pozacywilizacyjna otoczka - no ale taka juz natura tych krajow.

Mamy juz bilety do Lukli i w poniedzialek, zgodnie z planem, mamy juz tam dotrzec - wyruszamy wtedy na prawdziwy trekking.

Czujemy sie dobrze, choc po zdobyciu po jednym Mt. Everescie jestesmy lekko oszolomieni sukcesem :-). Do uslyszenia. Pozdrawiam (Lukasz)


Pierwsze wejscie na Everest
(5 października 2007)

Jestesmy na miejscu! Za nami podroz samolotem, ktora minela szybciej niz sie spodziewalismy, lotnisko w Delhi witajace nas brakiem oznaczen i nagdorliwa sluzba celna oraz naciagacze w Kathmandu okazujacy sie naciagaczami tylko z pozoru i dzieki ktorym mamy bez problemu przyjemny pokoik w zacisznym rejonie Thamelu.
Wlasnie przed chwila w milej atmosferze zdobylismy Everest. Niestety tylko po jednym, ale daje o sobie znac zmeczenie podroza:) P.S. Od teraz z przyczyn obiektywnych polskie znaki wystepowac nie beda. (Michal)

Ruszamy
(4 października 2007)

Ruszamy. Pełni obaw, tęsknoty (już), nadbagażu (sic!) i ciekawości. Miesiące przygotowań właśnie się skończyły i czas realizować marzenie. Przed nami podróż do Kathmandu, która sama w sobie pewnie przyniesie wiele wrażeń :-).
Do usłyszenia! (Łukasz)

Apteczka
(1 października 2007)

Na stronie pojawiła się informacja o naszej apteczce i lekach, które zabierzemy w Himalaje. Zapraszamy do lektury lekarzy i nie tylko ... :-) - dział Praktykalia. (Łukasz)


Pakowanie - próba
(1 października 2007)

Najpierw wszystko przeniosłem do pokoju dziennego. I się załamałem nad ilością wszystkich tych rzeczy. Trudno, jakoś muszę to upchnąć. Zabieram sie systematycznie do pracy i na pierwszy ogień idzie statyw - bagatela ponad pół metra i 3 kg wagi, do tego kije trekingowe, śpiwór puchowy, karimata, buty - w plecaku nie ma już miejsca!!! Coś robie nie tak - i wszystko z powrotem ląduje na podłodze. Próbuje jeszcze kilka razy i przychodzi nawet moment zwątpienia - wszystko ląduje w walizce i o dziwo mieści się. Postanawiam lecieć z walizką i przepakować się w Katmandu. Ale później przychodzi opamiętanie - w końcu w Katmandu i tak będę musiał zapakować to wszystko do samolotu do Lukli. W końcu opracowałem właściwą kolejność pakowania i jakoś się wszystko zmieściło :-). Po trzech godzinach zmagań :-) (Łukasz)



Wizy indyjskie-finał
(28 września 2007)

Godzina biegania w Warszawie, chwila zdumienia nad pojemnością mikroskopijnej poczekalni indyjskiej ambasady, nieoceniona pomoc panów policjantów (jak zwykle się zgubiłem...) oraz trochę utyskiwań na pkp ale wizy wreszcie nasze. Zdaje się, że nawet bez błędów:) Pozdrowienia z pociągu! (Michał)



Szrenica - Śnieżka
(24 września 2007)

W ramach ostatnich przygotowań przed wyjazdem, wyjechaliśmy na górską wędrówkę po Karkonoszach. W piątek wieczorem dotarliśmy do schroniska na Szrenicy, skąd po ładnym wschodzie udaliśmy się granią do Domu Śląskiego pod Śnieżką. Pogoda była wspaniała, świeciło piękne słońce, a niebo było pokryte "barankami". Na kolejny wschód weszliśmy na Śnieżkę - było warto! I dalej już przez Sowią Przełęcz do Karpacza i z powrotem do Szklarskiej Poręby, gdzie zostawiliśmy samochód.

Były trzy cele tego wyjazdu: rozciągnąć to co można rozciągnąć jedynie w górach :-), sprawdzić sprzęt (głównie nową odzież Milo) i ocenić co można jeszcze wyciągnąć z plecaka fotograficznego. We znaki dał się nam właśnie ciężar plecaków i cały czas myślimy jak go tu zredukować :-). Wychodzi na to, że każda naświetlona rolka Velvii waży więcej, niż przed naświetlaniem :-).

Wyjazd się udał, wszystko dopisało, a dodatkowo mieliśmy przyjemność przepłynąć Odrę promem! (Łukasz)



Wizy indyjskie c.d.
(18 września 2007)

Ambasada Indii nieźle nas nastraszyła w piątek podając, że na wizę obecnie czeka się ponad 2 tygodnie. Nie namyślając się wiele, w poniedziałek już byłem w pociągu do Warszawy, aby osobiście złożyć wnioski wizowe i przekonać urzędników Ambasady (a w razie konieczności samego Ambasadora) do wydanie wiz w trybie przyspieszonym.

Osobiste stawiennictwo okazało się zbawienne :-). Nie tylko dlatego, że udało mi się przekonać Osobę Odpowiedzialną do wystawienie wiz bez zbytniego oczekiwania, ale także dlatego, że Ambasada bardzo formalnie podchodzi do wniosków wizowych i wymaga ich wypełnienia według własnego widzimisię :-). Błędne wnioski oczywiście nie będą akceptowane - w każdym razie dwa razy poprawiałem wnioski :-). Mieliśmy już zatem przedsmak biurokratycznej maszyny Azji :-).

Ale w sumie udało się i wizy odbieramy w przyszłym tygodniu. (Łukasz)



Ruszył skrypt newsów
(18 września 2007)

Udało się uruchomić znaleziony przez Łukasza skrypt newsowy (nphp) w odpowiadającej nam formie. Umożliwi nam to zdawanie, w miarę możliwości czasowych i technicznych, relacji z przebiegu wyprawy. (Michał)



Wizy indyjskie (16 września 2007)

Pomimo wątpliwości co do tego, czy potrzebne są nam wizy indyjskie, po analizie przepisów i po rozmowach z Ambasadą Indii w Polsce, uznaliśmy, że nie warto ryzykować powodzenia wyprawy. Ostatecznie wystąpimy zatem o wizy indyjskie (pomimo tego, że w Indiach będziemy wyłącznie na lotnisku). Jutro składamy wnioski o wizy. Przy okazji musieliśmy zrobić sobie zdjęcia paszportowe - i okazało się, że na nowych zdjęciach paszportowych człowiek wygląda jak przestępca :-). (Łukasz)



Ostatnie przygotowania (15 września 2007)

Trwają ostatnie przygotowania przed wyprawą - zakupy drobiazgów, kompletowanie apteczki, sprawdzania sprzętu, itp. Zebraliśmy już filmy na wyprawę - lodówki są pełne Velvii i czarno-białego materiału :-). Zarezerwowaliśmy też samolot z Kathmandu do Lukli i z powrotem. Michał obecnie pracuje nad skryptem newsowym na naszej stronie, co pozwoli nam szybciej i łatwiej zamieszczać wieści na naszej stronie. Choć z drugiej strony jeszcze tyle zostało do zrobienia :-). (Łukasz)



Milo (14 września 2007)

Obecnie jesteśmy chodzącą reklamą odzieży Milo :-). Nie powinno to dziwić, skoro ta właśnie firma udzieliła nam dużego wsparcia w naszej wyprawie - jeszcze raz serdecznie dziękujemy! (Łukasz)



Patronat medialny (11 września 2007)

Miło nam poinformować, że patronat medialny nad naszą wyprawą objął portal górski Góry on-line powiązany z miesięcznikiem "Góry". Informacja o naszej wyprawie została zamieszczona w dziale "Echa gór", a już za kilka dni na stronie portalu uruchomimy bloga naszej wyprawy. Bardzo dziękujemy za wsparcie! (Łukasz)



"Trening" w Jurze (7-9 września 2007)

Z serii przedwyjazdowych "treningów", spędziliśmy weekend na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Okazji do chodzenia nie było jednak zbyt dużo ze względu na paskudną wręcz pogodę. Mamy nadzieję, że w Sudetach pod koniec miesiąca pogoda będzie zdecydowanie lepsza.
Byliśmy natomiast świadkiem ataków wojsk szwedzkich na polski zamek w Ogrodzieńcu :-). Wynik był trudny do ustalenia. Według Michała, polska obrona składała się prawie wyłącznie z paziów i służek :-).(Łukasz)



Śpiwory (6 września 2007)

Dotarły już do nas śpiwory z Pracownii Sprzętu Alpinistycznego Adama Małachowskiego. Ostatecznie, po godzinach czytania opinii dostępnych w internecie, nasz wybór padł na śpiwory Malachowski Climber 1000 z dodatkowym puchem (łącznie - 1100g). Myśleliśmy jeszcze o śpiworze Małachowski Guide Pro, ale okazało się, że nie ma naszych rozmiarów ;-(. Śpiwory zostały już wypróbowane (choć nie w warunkach stricte górskich) - zobaczymy jak się będą sprawowały w Himalajach :-). Niewątpliwie napiszemy o tym coś więcej po powrocie.(Łukasz)



Wsparcie (4 września 2007)

Wreszcie dostępna jest strona Wsparcie. Jeszcze raz pragniemy podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do tej wyprawy!.(Łukasz)



Czas szczepień (3 września 2007)

Przyszedł czas szczepień. To niestety przykra konieczność, która pozwoli nam spać spokojniej. Przykra, jeżeli ktoś boi się igły i kropli krwi. Według Pani Pielęgniarki to właśnie mężczyźni najczęściej nie potrafią sprostać zarówno pobraniu krwi, jak i szczepieniom. Stąd też tworzymy największy odsetek osób, "którym robi się słabo". Czyż nie stanowi to całkowitego zaprzeczenia "macho"?

Przyszło mi zatem sprostać temu wezwaniu :-). Dzięki temu jednak, że w latach młodości byłem zagorzałym zwolennikiem igły, szczykawek i baniek, to obeszło się bez omdlenia :-). Chociaż ręka mnie trochę boli.

Co do samych szczepień, to zalecane są szczepienia na tężec, dur brzuszny oraz żółtaczkę typu A i B.(Łukasz)



Ubezpieczenie (29 sierpnia 2007)

Nasz wyjazd nie byłby możliwy bez wykupienia stosownego ubezpieczenia. Perspektywa zapłaty "z własnej kieszeni" za skorzystanie z helikoptera nie jest zachęcająca, szczególnie, że w Nepalu nie funkcjonuje himalajski odpowiednik naszego TOPR/GOPR i za każdą akcję ratowniczą należy zapłacić. Większość helikopterów, które mogą przylecieć na ratunek znajduje się w rękach prywatnych, co oznacza bardzo wysokie koszty ratownictwa.

Po analizie szeregu propozycji ubezpieczeń oferowanych przez polskich ubezpieczycieli, nasz wybór padł na austriackie ubezpieczenie w ramach "Alpine Association Worldwide Service" (ALPENVEREIN WELTWEIT SERVICE). Ubezpieczenie to jest ubezpieczeniem skierowanym do aktywnych miłośników wędrówek po górach i jest bardzo korzystne.

Opis warunków ubezpieczenia można znaleść tutaj (w języku angielskim). W przypadku wykupienia ubezpieczenia jesienią tego roku (po 1 września 2007 roku) ubezpieczenie będzie ważne aż do 31 grudnia 2009 roku. (Łukasz)



Albumy i zdjęcia (22 sierpnia 2007)

Ostatnimi czasy zagłębiam się w zdjęcia Himalajów, szczególnie tych regionów, które przyjdzie nam odwiedzać. Podpatrywanie innych często daje całkiem dobre efekty i przyznam szczerze, że w zasadzie przed każdym dalszym wyjazdem moje biurko jest wręcz zastawione różnymi albumami. Wbrew powszechnej opinii, w sieci często trudno znaleść naprawdę dobre zdjęcia, z których można się czegoś nauczyć. I tak wdycham kurz ze starych albumów wyciągniętych gdzieś ze strychów i już podróżuje do podnóża Góry Gór :-). Już niedługo przedstawimy obszerne zestawienie książek, przewodników i albumów po Himalajach i nasze subiektywne oceny. (Łukasz)



Nasze obozy kondycyjne (21 sierpnia 2007)

Ustaliliśmy już z Michałem nasze małe obozy kondycyjne, które mają nam pozwolić rozciągnąć te elementy naszego ciała, które na codzień pozostają w uśpieniu :-). Niedługo wyjeżdżamy zatem w góry na dwa pełne weekendy. Oczywiście na plecach nie zabraknie aparatu i mamy nadzieję, że światło dopisze o porankach i wieczorami. (Łukasz)



"Spacer" kondycyjny :-) (5 sierpnia 2007)

Na dzisiejszy poranek zaplanowaliśmy sobie pierwszy "spacer" kondycyjny - czyli 20 km z pełnym obciążeniem fotograficznym, wodą i jedzeniem. Start nastąpił w Rogalinku na dębach, które już przed wschodem przywitały nas piękną mgłą. Oczywiście nie byliśmy w stanie oprzeć się widokom :-). Wokół nas nie było nikogo, więc mogliśmy cieszyć się pięknem przyrody. Ten kto jeszcze nie był na rogalińskich dębach powinien koniecznie je odwiedzić podczas mgły - czysta Nibylandia. Niestety z dalszego spaceru, po dwugodzinnym fotografowaniu, nic nie wyszło, ponieważ od kilku dni plecy Łukasza dają się we znaki i w zasadzie uniemożliwiają dalsze wędrówki. Na szczęście problem zmierza ku rozwiązaniu :-) (Łukasz)



Kanał RSS (4 sierpnia 2007)

Dodaliśmy kanał RSS dla wygodniejszego śledzenia zmian na stronie. Mamy nadzieję, że newsów będzie coraz więcej, stąd też kanał może okazać się przydatny. (Łukasz)



Maszyna (3 sierpnia 2007)

Dzisiaj w domu pojawiła się maszyna, która ma zapewnić część kondycji na wyprawę (przynajmniej jednemu uczestnikowi :-) Ta maszyna to oczywiście mały york. Nie, nie piesek york, który kręci się pod nogami. Ten york też jest związany z nogami - to rower treningowy. Pewnie stąd ta nazwa :-). Maszyna jest super i doskonale się prezentuje. Po włączeniu i popedałowaniu kilku minut pokazała utratę aż 4 kalorii, więc zapowiada się, że trzeba dużo pedałować, aby coś uszczknąć z wagi ciała! Ale co tam - według znajomych taka maszyna doskonale spełnia funkcję wieszaka na ciuchy - a tych nigdy dosyć -:). Idę popedałować :-) (Łukasz)



Sponsorzy (2 sierpnia 2007)

Pewnie niektórzy z Was zastanawiają się, dlaczego link "Sponsorzy" nie jest aktywny. Odpowiedź jest prosta - obecnie kończymy rozmowy ze sponsorami, którzy okazali się tak wspaniali, że postanowili nas wspomóc, a otwarcie podstrony nastąpi jak wszystko dopniemy na ostatni guzik :-)



Magazynujemy zapasy :-) (1 sierpnia 2007)

Do wyjazdu coraz bliżej, a lodówka przez pewien czas świeciła pustkami :-). Nie chodzi oczywiście o jedzenie, ale o zapas slajdów i negatywów na nasz wyjazd. W końcu nie oczekujemy, otwarcia przez Fuji przedstawicielstwa na Chukung Ri dla przykładu. Na szczęście z pomocą amerykańskich i angielskich sprzedawców powoli udaje nam się zapełniać lodówkę w stosy Velvii i Ilforda - obecnie zajmują już więcej miejsca niż jedzenie :-)



Nowy serwer i domena (11 lipca 2007)

Po kilkumiesięcznych przygotowania światło dzienne ujrzała nasza strona www poświęcona wyprawie. Dziękujemy Wszystkim, którzy się do tego przyczynili, a szczególnie Maciejowi!


Klasa biznes? (5 lipca 2007)

Spotkała nas właśnie niemiła niespodzianka. Nasz przewoźnik na linii Delhi - Kathmandu - Delhi cofnął nam rezerwacje. Na szczęście udało nam się zarezerwować dwa nowe bilety w Indian Airlines. Ze względu na całkowitą rezerwację miejsc w klasie ekonomicznej przyjdzie nam polecieć klasą biznes. Szkoda tylko, że na tak krótkiej trasie, a nie na trasie Warszawa - Delhi ;-(.







Copyright © Lukasz Kuczkowski i Michal Rzeszewski
Copyright © (zdjęcia) Łukasz Kuczkowski, Michał Rzeszewski i Piotr Życki (banner, strona główna)